czwartek, 29 sierpnia 2013

Od Ogiona


Z zamyślenia wybiło mnie dziwne przeczucie. coś było nie tak. Wezwałem duchy.
- Marie, panie mój.... - wyszeptał jeden z nich.
Wybiegłem z rezydencji i pospieszyłem w stronę domu Gabrieli. Zobaczyłem niewidomą dziewczynę przed drzwiami. Drżała i była bardzo blada.
- Przepraszam... Ja ... muszę dostać się do pałacu, proszę - zaszlochała chwytając jakiegoś przechodnia za rękę. Dziewczyna chciała chyba wyjść i mnie odnaleźć. Mężczyzna odepchnął ją.  Podbiegłem do nich i złapałem go za rękę, kiedy chciał ją uderzyć.
- Wynoś się - warknąłem. Dziewczyna prosiła tylko o pomoc, a ten kretyn chciał ją za to bić. Miałem wielką ochotę dołączyć jego duszę w poczet tych, które mi służyły.
- Ogion...? - zapytała dziewczyna. Głos jej drżał.
- Tak Gabrielo. Jestem tu - powiedziałem biorąc ją w ramiona i prowadząc do domu.
- Marie... źle z nią... - wyszlochała. Szybko wszedłem do pokoiku dziewczynki. Podszedłem do jej łóżka. Leżała słaba, miała wysoką gorączkę i oddychała z trudem. Było źle. Jej organizm uodpornił się na moje mikstury i spaczenie wróciło. Wiedziałem, że to kiedyś nastąpi, ale nie wiedziałem, że tak szybko. Nie mogłem niestety sam za wiele zrobić. Nałożyłem na nią potężne zaklęci i przywiązałem jej dusze do ciała. Miało to zapobiec śmierci, niestety nie mogło powstrzymać dalszego skażenia i było rozwiązaniem tymczasowym. Musiałem szybko coś wymyślić.
- Zostań przy niej. Gdyby jej stan sie pogorszył to zbij to i zawołaj mnie - oznajmiłem podając Gabrieli flakonik z fragmentem duszy. Taki sam jaki podarowałem Keriemu.
- Dobrze... - wyszeptała.
- Niedługo wrócę. Sękol! - stwór pojawił się natychmiast. - Zostań tu.
- Taa... Jak rozkażesz Długouchu... - zakpił, ale wiedziałem, ze zostanie.
Popędziłem do pałacu. Jedynym, kto mógł mi pomóc był Kaelus.
Poinformowana mnie, że chłopak jest w biurze ojca. Pospieszyłam w tamtą stronę. Zapukałem.
- Proszę - usłyszałem w odpowiedzi. Wszedłem więc. Pół anioł wyglądał na nieco zdezorientowanego. Być może moim przybyciem, być może czymś innym. - Pan Ogion.. - najwidoczniej zdziwił go mój widok. Chłopak wstał pospiesznie gotowy iść za mną.
- Oczywiście - powiedział. Po drodze do domu znachorki naświetliłem nieco sprawę. Kiedy tylko weszliśmy podbiegłem do łóżka dziewczynki. Pogładziłem ją po policzku i zaklęciem przywróciłem jej świadomość.
- Marie, słoneczko, słyszysz mnie? - zapytałem, kiedy otwarła z trudem oczy.
- Ogion...? - zapytała. Choć spoglądała w moją stronę miałem wrażenie, że mnie nie dostrzega.
- Tak, to ja. Posłuchaj, jest ze mną mój przyjaciel, on zobaczy czy może ci pomóc. Jego obecność będzie cię przerażać, będzie wydawał się straszny, ale tak nie jest. Pamiętaj, ze on chce ci pomóc, a ja i Gabriela będziemy tuz obok.
- Dobrze... - wyszeptała. Skinąłem na Kaela. Pół anioł podszedł do dziewczynki, ta skrzywiła się i skuliła. - Dlaczego on jest taki jasny? - jęknęła. - Razi mnie, pali... - szlochała. Gabriela chciała podejść, powstrzymałem ją jednak.
- Pamiętaj co ci mówiłem, słoneczko. On cię nie skrzywdzi. Obiecuję - chwyciłem jej małą rączkę, żeby dodać jej otuchy.
Kael podszedł do niej i położył jej dłoń na piersi. Dziewczynka zadrżała i mocniej ścisnęła moją dłoń, ale trzymała się dzielnie. Czyste światło musiało źle reagować ze spaczeniem i sprawiać jej ból.
Spojrzałem na chłopaka z nadzieją. Czekając, aż powie czy może jej pomóc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz