Z zamyślenia wybiło mnie dziwne
przeczucie. coś było nie tak. Wezwałem duchy.
- Marie, panie mój.... -
wyszeptał jeden z nich.
Wybiegłem z rezydencji i
pospieszyłem w stronę domu Gabrieli. Zobaczyłem niewidomą dziewczynę przed
drzwiami. Drżała i była bardzo blada.
- Przepraszam... Ja ... muszę
dostać się do pałacu, proszę - zaszlochała chwytając jakiegoś przechodnia za
rękę. Dziewczyna chciała chyba wyjść i mnie odnaleźć. Mężczyzna odepchnął
ją. Podbiegłem do nich i złapałem go za
rękę, kiedy chciał ją uderzyć.
- Wynoś się - warknąłem.
Dziewczyna prosiła tylko o pomoc, a ten kretyn chciał ją za to bić. Miałem
wielką ochotę dołączyć jego duszę w poczet tych, które mi służyły.
- Ogion...? - zapytała
dziewczyna. Głos jej drżał.
- Tak Gabrielo. Jestem tu -
powiedziałem biorąc ją w ramiona i prowadząc do domu.
- Marie... źle z nią... -
wyszlochała. Szybko wszedłem do pokoiku dziewczynki. Podszedłem do jej łóżka.
Leżała słaba, miała wysoką gorączkę i oddychała z trudem. Było źle. Jej
organizm uodpornił się na moje mikstury i spaczenie wróciło. Wiedziałem, że to
kiedyś nastąpi, ale nie wiedziałem, że tak szybko. Nie mogłem niestety sam za
wiele zrobić. Nałożyłem na nią potężne zaklęci i przywiązałem jej dusze do
ciała. Miało to zapobiec śmierci, niestety nie mogło powstrzymać dalszego
skażenia i było rozwiązaniem tymczasowym. Musiałem szybko coś wymyślić.
- Zostań przy niej. Gdyby jej
stan sie pogorszył to zbij to i zawołaj mnie - oznajmiłem podając Gabrieli
flakonik z fragmentem duszy. Taki sam jaki podarowałem Keriemu.
- Dobrze... - wyszeptała.
- Niedługo wrócę. Sękol! - stwór
pojawił się natychmiast. - Zostań tu.
- Taa... Jak rozkażesz
Długouchu... - zakpił, ale wiedziałem, ze zostanie.
Popędziłem do pałacu. Jedynym,
kto mógł mi pomóc był Kaelus.
Poinformowana mnie, że chłopak
jest w biurze ojca. Pospieszyłam w tamtą stronę. Zapukałem.
- Proszę - usłyszałem w
odpowiedzi. Wszedłem więc. Pół anioł wyglądał na nieco zdezorientowanego. Być
może moim przybyciem, być może czymś innym. - Pan Ogion.. - najwidoczniej
zdziwił go mój widok. Chłopak wstał pospiesznie gotowy iść za mną.
- Oczywiście - powiedział. Po
drodze do domu znachorki naświetliłem nieco sprawę. Kiedy tylko weszliśmy
podbiegłem do łóżka dziewczynki. Pogładziłem ją po policzku i zaklęciem
przywróciłem jej świadomość.
- Marie, słoneczko, słyszysz
mnie? - zapytałem, kiedy otwarła z trudem oczy.
- Ogion...? - zapytała. Choć
spoglądała w moją stronę miałem wrażenie, że mnie nie dostrzega.
- Tak, to ja. Posłuchaj, jest ze
mną mój przyjaciel, on zobaczy czy może ci pomóc. Jego obecność będzie cię
przerażać, będzie wydawał się straszny, ale tak nie jest. Pamiętaj, ze on chce
ci pomóc, a ja i Gabriela będziemy tuz obok.
- Dobrze... - wyszeptała.
Skinąłem na Kaela. Pół anioł podszedł do dziewczynki, ta skrzywiła się i
skuliła. - Dlaczego on jest taki jasny? - jęknęła. - Razi mnie, pali... -
szlochała. Gabriela chciała podejść, powstrzymałem ją jednak.
- Pamiętaj co ci mówiłem,
słoneczko. On cię nie skrzywdzi. Obiecuję - chwyciłem jej małą rączkę, żeby
dodać jej otuchy.
Kael podszedł do niej i położył
jej dłoń na piersi. Dziewczynka zadrżała i mocniej ścisnęła moją dłoń, ale
trzymała się dzielnie. Czyste światło musiało źle reagować ze spaczeniem i
sprawiać jej ból.
Spojrzałem na chłopaka z
nadzieją. Czekając, aż powie czy może jej pomóc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz