- Fajny wzorek... – mruknąłem. –
No oczywiście, że fajny, sam wybierałem.
Normenel zaśmiała się i pokręciła
głową.
Podejrzewałem oczywiście, kto był
tajemniczym znajomym, który wisi przysługę panu Doinformowanemu. Ogion,
nekromanta, który przylepił się do młodej jeszczurzycy. Przewinął się przez
moje dłonie raport straży miejskiej, który mówił jak to chcieli pojmać jednego
podejrzanego typa, wyglądającego im na demona. W aresztowaniu przeszkodził atak
dziwnego stworzenia, a sam zatrzymany rozpłynął się w powietrze w zielonkawej
chmurze. Nie trudno zgadnąć, że tym domniemanym demonem był Kari, a dziwnym
stworzeniem stwór, który łaził za martwiakiem.
- Powiesz mi, skarbie, kim on jest
tak na prawdę? – Normenel nie przyprowadziłaby do mnie byle kogo, a już tym bardziej z
zapytaniem o Hebiego.
- Jest synem, mojej dawnej
mentorki i pani której służyłam. Nie sądziłam, że kiedykolwiek go spotkam, ale
zrobiłabym wszystko o co by poprosił.
- Wszystko..? – to pytanie miało
zabrzmieć dwuznacznie.
- No może tego akurat nie –
zaśmiała się. – Kane?
- Tak?
- Dlaczego powiedziałeś mu to co
chciał wiedzieć? Pozwolisz mu być blisko Hebiego?- zapytała anielica. Westchnąłem.
- Po pierwsze ufam ci i wiem, że
gdyby coś był z tym kolesiem nie tak nie przyprowadziłabyś go tu. Po drugie
Hebi... Wiem, że dzieciak mi nie ufa, a to bywa bardzo niebezpieczne. Nie mogę
tego tak po prostu zmienić, ale mogę postarać się o to żeby w jego otoczeniu
byli ludzie, którym mógłby zaufać.
Normenel podeszła do mnie i
położyła mi dłoń na ramieniu.
- Martwisz się o niego... –
skwitowała z ciepłym uśmiechem.
- Oszalałaś?! A dlaczego niby
miałbym się martwić o tego gówniarza?
- Zawsze wiem kiedy kłamiesz, nie
musisz się więc wysilać – czasami irytowało mnie to, że tak łatwo potrafiła
mnie rozgryźć. – Kane, to nic złego okazywać uczucia. Każdy potrzebuje ciepła i
każdy powinien nim kogoś obdarzyć...
Wstałem. Nie chciałem tego
słuchać. Normenel nigdy nie pogodziła się z tym, że jestem inny. Ona, w każdym,
widziała dobro. Każdy był dla niej kimś wyjątkowym, pięknym. Ja nie miałem w
swoim wnętrzu niczego oprócz ciemności i złości. Shrik był tego najlepszym
przykładem. Był obrazem mojej duszy, wściekłą bestią gotową rozszarpać wszystko
co stanęło na jego drodze. Tygrys nie miał uczuć, nie miał serca, nie było w nim
ani grama litości.
- Kane? – anielica zbliżyła się
do mnie i spojrzała mi w oczy.
- Wybacz skarbie, ale chciałbym
już zostać sam.
- Tak, oczywiście – w jej głosie
pobrzmiewał smutek. Wiedziała, że poruszyła drażliwy temat. – Przepraszam, że
cię obudziłam.
- Daj spokój. Tylko następnym
razem przyjdź sama jak będziesz chciała popatrzeć na mnie w bieliźnie.
- A dlaczego nie bez? – zapytała i
śmiejąc się wyszła.
Ja natomiast usiadłem na powrót w
fotelu i odkorkowałem kolejną butelkę wina.
Byłem jakoś w połowie butelki
kiedy usłyszałem pukanie do drzwi.
- Wejść! – warknąłem tylko. Nie
chciało mi się wstawać. Do pokoju wszedł
Eirinn.
- Wybacz panie, że przeszkadzam,
ale prosiłeś o informacje na temat przyszłego składu Straży Cesarskiej.
- Coś ciekawego?
- Owszem. Mam tu akta wszystkich,
którzy zostali wstępnie wytypowani. Największe szanse ma jednak trója
kandydatów. Erjadne, elfka z Estelli, była pierwszą generał sił zbrojnych
senator Shili di Merriz, Lorrem Zarharrin, dajmon jaguar, bohater spod Dimos,
sam odparł najazd demonów, za co został odznaczony oraz Gadon Urdon, pół elf,
pół krasnolud, był mentorem i założycielem szkoły Młota, nie przepada za
polityką, ale zasłynął zdolnościami bitewnymi. Cała reszta na ich temat jest
szczegółowo opisana w raportach – smok położył na stoliku stertę papierzysk.
Była tam zapewne historia każdego do jakichś pięciu pokoleń wstecz.
- Jest jeszcze jedna sprawa – powiedział
po chwili wahania. – Senatorowie radzili się na temat nowego Pierwszego
Strażnika.
- Która z pięknych pań dostanie
stołek? – zapytałem. Eirinn spojrzał na mnie i nabrał sporo powietrza zanim
odpowiedział.
- Najprawdopodobniej żadna...
- Co?! – wino, które właśnie
piłem stanęło mi w gardle. Zakrztusiłem się. Kiedy zdołałem uspokoić płuca
spojrzałem na swojego sługę. Smok cofnął się o krok i spiął mięśnie jakby spodziewał
się, że będzie musiał uciekać.
- Senator Shapperd, zasugerował
pańską kandydaturę. Powołał się na stwierdzenie, że nie słucha pan niczyich
rozkazów, a jedyne co się dla pana liczy jest dobro samego cesarstwa. Poparł to
listą licznych przysług, które oddał pan jemu oraz innym senatorom, oraz liczne
wykryte przez pana spiski. Oczywiście te, które nie były utajnione. Zaraz za
nim wystąpiła senator Assamira oraz senator Deidre, które zadeklarowały
bezwarunkowe poparcie. Większość senatorów również wyraziła już pozytywną
opinię na temat twojej kandydatury.
- Stary się nie zgodzi... –
wmawiałem sobie, chociaż zdawałem sobie sprawę, z tego, że jeżeli senatorowie
zdecydują nawet on nie będzie miał zbyt wiele do powiedzenia.
Westchnąłem ciężko. Jeszcze tego
mi brakowało, kolejnych obowiązków.
- Przyprowadź do mnie Hebiego i
Black'a. Chcę usłyszeć ich zdanie na ten temat.
- Oczywiście – smok wyszedł
pospiesznie. Cieszył się zapewne, że ta wiadomość nie wywołała u mnie ataku furii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz