poniedziałek, 22 lipca 2013

od Hebiego

Gdy w końcu udało mi się opuścić salę treningową, za oknami było już ciemno. Nie spędziłem może czasu na wyjściu na jakimś wartościowym treningu, ale przynajmniej dostarczyłęm młodej wiwernie trochę rozrywki. Z rozbawieniem patrzyłem, jak mnie atakuje, zadowolona, że jest szybsza ode mnie. Nawet, jeśli miałem świadomość, że robiłem to celowo, to i tak ona o tym nie wiedziała. Zastanawiałem się tylko, czy dobrym pomysłem było dać jej pewność siebie, która może obrócić się przeciwko właścicielowi w prawdziwej walce, ale porzuciłem tą myśl. Powinna wiedzieć równie dobrze, jak ja, że dla mnie była to tylko zabawa. A w zabawie nie wykorzystuje się swoich pełnych umiejętności.
- To było wspaniałe, panie - powiedzial Moon, drepcząc za mną korytarzem. Uśmiechnąłem się lekko.
- Nic takiego. Z upływem czasu nabiera się rutyny - wzruszylem ramionami, udając obojętność. Ale w środku mile połechtało to moją dumę.
Gdy tylko wszedlem, powitalo mnie prychnięcie Rakyo i jego spojrzenie typu "zabiję, jak nie masz dobrej wymówki". Czekałem więc cierpliwie, aż wyjawi mi powód takieego zachowania. W końcu zaczął.
- Możesz mi powiedzieć, co robiłeś? Cały śmierdzisz tą niunią - powiedział, marszcząc nos.
- Nie niunią, tylko Ireazają. Bo przypominam, że oficjalnie, to ona jest od ciebie wyżej w hierarchi... - nie dokończyłem.
- Cholera jasna, nie zmieniaj tematu. Nie dość, że ten pieprzony Strażnik próbuje mi cię odebrać, kontrolując na każdym kroku i uzurpując sobie prawo do decydowania o tobie, to teraz jeszcze jakaś siksa zaczyna z tobą flirtować, a tobie to nie przeszkadza! - był wściekły. Nie chciałem go denerwować, dlatego podszedłęm do niego i położyłem dłoń na jego klatce piersiowej. Serce biło szybciej niż zazwyczaj, a skóra była gorętsza.
- Skarbie, nie martw się, nic mi nie jest. To był tylko trening. Moon byl razem z nami, może potwierdzić moją wersję. No, już - zacząłem się bawić jego włosami. Czułęm, że powoli wraca do kontoli.
- Na pewno nic ci nie zrobiła? Wiesz, że jeśłi tylko coś ci nie spasuje, to jestem do twojej dyspozycji.
- Wiem - wymamrotałem, przytulając się do niego. Kolejne trzy godziny minęły nad wtraz relaksująco. Wcześniej tylko zamknąłem drzwi na klucz i dopilnowałem, by nikt nam nie przeszkadzał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz